27.03.2017
Aktualizacja: 30.08.2017

Polskie miasta zadłużają się na potęgę. Rekordzistą jest Wałbrzych, ale w innych nie jest lepiej

Zadłużenie polskich miast
© lzf/fotolia

Zadłużenie polskich miast stanowi coraz większy problem. Aż 12 z największych ośrodków miejskich ma dług przekraczający 60% w relacji do dochodów, co w szczególnych przypadkach może skutkować utratą płynności finansowej. Czy polskie miasta mogą podzielić los niesławnego Detroit?

Obecnie szacuje się, że oficjalny dług polskich samorządów, w tym miast, wynosi 72 mld zł. Choć liczba ta być może nie robi wielkiego wrażenia na tle ogólnego długu państwa, który – zdaniem Fundacji Obywatelskiego Rozwoju Leszka Balcerowicza – przekroczył niedawno bilion złotych, to jednak nie chodzi tu tylko o konkretne kwoty, a o relację zadłużenia do dochodów.

W Wałbrzychu, którego zadłużenie sięga niemal 530 mln zł, wartość ta wynosiła w 2015 r. aż 95,1% (na razie brak danych za rok 2016). Jakby tego było mało, wałbrzyski dług jest też najwyższy w przeliczeniu na mieszkańca – na każdego wałbrzyszanina przypada 4 565 zł z ogólnej kwoty zobowiązań miasta.

Inne miasta również nie świecą przykładem

Wałbrzych, choć zdecydowanie najbardziej zadłużony, nie jest wcale ewenementem na tle innych dużych miast. Wiele z nich posiada zobowiązania znacznie przekraczające uznawany za dość bezpieczny limit 60% w relacji długu do dochodów. Taka sytuacja ma miejsce w:

  • Toruniu (z długiem obciążającym 77,3% wykonanych dochodów, prawie 879 mln zł),
  • Łodzi (74,4%, z kwotą prawie 2,9 mld zł),
  • Lublinie (74,1%, ok. 1,26 mld zł),
  • Wrocławiu (71,9%, z kwotą 2,6 mld zł).

Niewiele lepiej jest w Siedlcach (68,4%), Bydgoszczy (67,6%), Płocku (65,2%), Elblągu (63,7%) oraz w Rzeszowie (63,6%).

Co ciekawe, najwyższy dług w Polsce ma Warszawa – wynosi on niemal 5,9 mld zł. Jednak kwota ta stanowi niespełna 41% w relacji zadłużenia stolicy do jej dochodów.

Dlaczego miasta się zadłużają?

Przyczyn ogromnych długów gmin miejskich należy upatrywać w kilku czynnikach. Przede wszystkim zmiany w prawie w ostatnich latach umożliwiły miastom zaciąganie coraz to większych zobowiązań. Przed 2014 r. gminy nie mogły zadłużać się bardziej niż na poziomie 60% w relacji do dochodów, jednak od kilku lat kwestie sięgania po kolejne pożyczki rozpatrywane są indywidualnie dla każdej jednostki samorządu.

Dzięki temu rozwiązaniu łatwiejszy stał się dostęp do środków unijnych. Niektóre fundusze wspólnotowe mają bowiem charakter zwrotny (a więc środki przekazywane są już po zakończeniu projektu) i najczęściej wymagają wkładu własnego, wynoszącego od 15% do 50%. Dotacje unijne przekładają się znacznie na boom inwestycyjny. Niemal wszystkie najbardziej zadłużone miasta prowadzą wiele projektów rozwojowych, a ich włodarze przekonują, że za wyższym zadłużeniem idzie jednocześnie szybszy rozwój, dzięki czemu obecne nakłady zwrócą się w przyszłości.

Kolejnym czynnikiem znacznie nadwerężającym budżety miast jest coraz więcej obowiązków nakładanych na samorządy przez władze centralne. Często za kolejnymi obciążeniami nie idą środki z budżetu centralnego, co dodatkowo komplikuje sytuację finansową samorządów. Dotyczy to przede wszystkim oświaty, wydatków na edukację przedszkolną, ale także kwestii administracyjnych, np. wydawania nowych dowodów osobistych. Niekiedy samorządy występują nawet na drogę sądową, aby uzyskać od rządu dodatkowe środki na wyznaczone cele – i nierzadko sprawy takie kończą się dla nich pomyślnie.

Zadłużenie oficjalne to tylko wierzchołek góry lodowej

Powodem do niepokoju, oprócz wzrostu poziomu zadłużenia względem dochodów miast, jest ich dług ukryty, niewykazywany w oficjalnych statystykach. Wiele samorządów przed poluzowaniem przepisów w 2014 r. niektóre swoje zobowiązania zaciągało poprzez spółki komunalne, np. wodociągi, energetykę czy przedsiębiorstwa zarządzające odpadami. Dzięki takiemu zabiegowi budżet miejski formalnie jest mniej obciążony, de facto jednak długi miejskich spółek mogą stanowić dużą realnego zadłużenia samorządu. Należy tutaj nadmienić, że nierzadko koszty takich pożyczek są całkiem spore, bowiem kredyty udzielane przedsiębiorstwom zazwyczaj są znacznie droższe niż te przyznawane samorządom.

O skali problemu może świadczyć przykład Wrocławia, gdzie przed 2014 r. całkowity dług był aż 3,5 raza wyższy niż oficjalny. W innych ośrodkach wojewódzkich zobowiązania miejskich przedsiębiorstw wynosiły mniej więcej połowę formalnych zobowiązań.

Czy proces ukrytego zadłużania się trwa nadal? Nie wiadomo. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, odpowiedzialne za funkcjonowanie samorządów, nie posiada takich informacji ani nie zna skali realnego zadłużenia miast. Ministerstwo Finansów z kolei podaje, że w przedostatnim kwartale 2016 r. łączny dług części spółek komunalnych wyniósł ponad 2 mld zł, jednak dane te są niepełne.

Los Detroit raczej nam nie grozi, ale…

Polskich ośrodków miejskich niemal na pewno nie czeka los najsławniejszego miasta-bankruta. Wynika to z polskiego prawa, w którym nie przewidziano możliwości bankructwa gminy. Niemniej zbyt wysokie obciążenia mogą doprowadzić do zagrożenia płynności finansowej miasta, a nierzadko oznaczają również zapóźnienie w wykorzystaniu kolejnych funduszy rozwojowych.

Gmina, która zdecydowanie naruszy dyscyplinę finansową, obejmowana jest kuratelą Regionalnej Izby Obrachunkowej. Plan naprawczy zazwyczaj zakłada jak najszybszą spłatę zadłużenia, co dla mieszkańców danej jednostki samorządowej oznacza najczęściej ogromne cięcia w budżecie samorządu, odbijające się na jakości życia w gminie.

Obecnie rząd szykuje zmiany w ustawie o regionalnych izbach obrachunkowych. Nowe przepisy dadzą premierowi prawo obsadzania prezesów izb, a tym samym zwiększą kontrolę władz centralnych nad niegospodarnymi samorządami.

Eksperci zastrzegają jednak, by nie demonizować zadłużenia miast. Kluczową kwestią jest bowiem zarządzanie długiem i miejskim budżetem. Dzięki kredytom wiele miast rozwija się znacznie szybciej, co dobrze rokuje na przyszłość. Należy również pamiętać, że przedsiębiorstwa komunalne, na które miasta scedowały część swoich zobowiązań, także osiągają zyski. Charakter zadłużenia w jednym mieście może bardzo różnić się od sytuacji w innej gminie. Najważniejsze, by poczynione inwestycje rzeczywiście zwróciły się w przyszłości.

Czy zadłużone miasta powinny ograniczyć skalę inwestycji w celu zrównoważenia budżetu?

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Polskie miasta zadłużają się na potęgę. Rekordzistą jest Wałbrzych, ale w innych nie jest lepiej"

avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Krzysztof
Gość

Życie na kredyt jest droższe o odsetki, więc naturalnym jest ograniczanie zadłużenia. Zamiast możliwości zadłużania się, samorządy powinny mieć swobodną możliwość oszczędzania. Co do samych inwestycji to były by bardziej trafione, gdy by podatnicy sami decydowali na co mają być wydane ich podatki od nieruchomości.

vfdvdv
Gość

Inwestycje, a jakie miasto robi inwestycje?? Czy te inwestycje wpływają na zwiększenie zysków?? Nie!! Te „inwestycje” nie przynoszą miastu żadnych dodatkowych zysków. Bo jak niby budowa drogi rowerowej, czy remont siedziby Urzędu ma wpłynać na dodatkowe dochody. Więc czekają nas kolejne wzrosty cen z miejskich spółek. Podstawą jest bezpieczeństwo (ale to akurat zadanie rządu), drugim jest gospodarka, dopiero kolejnymi zadaniami jest rozrywka itp. A miasta niestety robią takie wydmuszki czyli ładne drogi, ładne autobusy, ładne parki, wyremontowane kąpieliska, a życie w mieście sie nie zmienia.

Pawelo
Gość

W przypadku Wałbrzycha jest inaczej, remontuje się drogi, buduje się nowe budynki komunalne, co sprawia że polepsza się jakość życia. Ponadto inwestuje się w komunikację, Wałbrzych dla mnie jest świetnie skomunikowanym miastem. Mogę dojechać w Wałbrzychu wszędzie, nawet do ościennych miasteczek i turystycznych miejsc, do tego nawet do Czech. Wałbrzych zainwestował w edukacje, świetne zaplecze dydaktyczne i sportowe. Inwestuje się też w zdrowie mieszkańców i bezpieczeństwo, to jest ważny element do życia. Odbija się to na lepszym spostrzeganiu miasta, to już nie jest miasto które straszyło jak kiedyś. Ja wprowadziłem się do Wałbrzycha 3 lata temu, płacę tutaj podatki i to miasto mnie przyciągnęło, jest zadbane, jest zaplecze edukacyjne, medyczne, bezpieczeństwo, jest też rozrywka. W tej chwili jestem w trakcie otwierania w Wałbrzychu własnego biznesu, dzięki tym zmianom i dostępności wszystkiego inwestuję w Wałbrzychu.

Maja
Gość

Ja sie na polityce nie znam,ale jako zwykly szary obywatel mogę tylko napisac co zaobserwowalam mieszkajac w Walbrzychu 40 lat .Po zamknięciu kopalni nasze miasto dotknęło dna.Bure ,szare i brudne i moze pan Szelemej nie jest moim „idolem”.Tego ze zamknął moja podstawowke mu nie wybacze jednak…..zrobil tez dla miasta duzo dobrego fakt Walbrzych jest zadluzony” w czołówce” bla bla bla ale przynajmniej cos sie dzieje cos sie buduje i to widac .Przedtem nie dzialo sie nic a kasy i tak nie bylo

wpDiscuz