Ostatnie komentarze

Nauczyciele, rolnicy i nie tylko. Jak rząd powinien (...)


Wrzucenie do jednego worka bardzo różnych grup protestujących nie wydaje się słuszne. Warto raczej te grupy podzielić "wg właściwości" - na gospodarkę i grupy "budżetowe".GOSPODARKA.ROLNICY. Warto zastanowić się nad meritum ich protestów. Mówiąc krótko - brak forsy, bo ceny nie takie, bo konkurencja duża, bo największe polskie przetwórnie owocowo-warzywne czy rzeźnie opanowane przez zagraniczne koncerny... W XIX wieku na Wielkopolsce pruski zaborca, chcąc osłabić siłę polskiego ziemiaństwa, wprowadził korzystniejsze rozwiązania prawne i cenowe dla Niemców (oraz osób, które zniemczyły swoje nazwisko i podpisały "lojalkę"). Odpowiedzią Polaków było powołanie ruchu spółdzielczego - powstały POLSKIE spółdzielnie skupujące od Polaków płody rolne po "lepszych" cenach i dysponujące własną siecią sprzedaży w miastach. Co stoi na przeszkodzie, aby obecni polscy rolnicy przypomnieli sobie (lub zrozumieli), że mogą zrobić dokładnie to samo i zakładając spółdzielnie zmusić wielkie zagraniczne sieci handlowe czy przetwórnie do ustępstw? NIC! Chyba że niechęć do spółdzielczości, no bo to relikt z czasów PRL-u. Skoro ktoś chce samodzielnie klepać biedę na małym gospodarstwie - jego wybór! Przeciwko polskiemu rolnictwu przemawia ponadto kilka absolutnie obiektywnych czynników. Rozdrobnienie gospodarstw. Jeśli ktoś ma kilka czy kilkanaście hektarów ziemi i na ich obrobienie, średnio w skali roku, poświęca ok. 20 minut dziennie na hektar (tak przed laty wyliczyli naukowcy ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego) to nie może oczekiwać, że pracując przeciętnie dziennie na "1/4 etatu" będzie osiągać dochody równe średniej płacy w przedsiębiorstwach czy wyższe. Brak środków na inwestycje. Rolnik chce mieć nowoczesny traktor, kombajn i co tam jeszcze, na własne potrzeby. Nie liczy się racjonalność ekonomiczna. Jeśli ktoś kupuje sprzęt wykorzystywany do pracy przez kilka czy kilkanaście dni w roku, niech nie dziwi się, że do interesu dopłaca. Co roku słyszymy, że albo susza (i rolnikom należy się pomoc państwa) albo lało, zalało, podtopiło (i też chcą pomocy). A melioracja zdolna odprowadzić nadmiar wody w okresach intensywniejszych opadów? A nawadnianie, gdy opadów brak? No cóż, jeśli ktoś chce prowadzić gospodarstwo rolne na poziomie technologicznym z czasów króla Ćwieczka, niech nie oczekuje, że będzie mieć się dobrze. Rolnicy skarżą się na import żywności - bardzo często właśnie ta importowana żywność ma, niestety, lepszą jakość. Wielkie sieci handlowe sprowadzają to, czego chcą kupujący (czyli my wszyscy) a nie to, co chce im sprzedać polski rolnik. Dowodem jest powolny, ale zauważalny upadek "zielonych rynków", gdzie jeszcze 10 lat temu można było kupić "płody polskiej ziemi prosto ze wsi". Dziś coraz mniej osób korzysta z takich targowisk.TAKSÓWKARZE. Dario (w poście poniżej) słusznie zauważył, że taksówkarze powinni walczyć solidarnie o maksimum deregulacji. Dziś konia z rzędem temu, kto na pamięć zna wszystkie ulice w Warszawie, Wrocławiu czy innych dużych miastach i obowiązującą na nich organizację ruchu. Od tego jest nawigacja! Egzamin to absolutnie zbyteczna przeszłość i tu Uber czy Tarify mają po prostu rację. Powinno się to skończyć prostym przepisem - KTO PROWADZI POJAZD SŁUŻĄCY DO ZAROBKOWEGO LUB USŁUGOWEGO PRZEWOZU OSÓB I TOWARÓW MA MIEĆ ZAWODOWE PRAWO JAZDY I WAŻNE BADANIA PSYCHO-TECHNICZNE.BUDŻETÓWKA - PRACOWNICY. Niedawno protestowali pracownicy pomocy społecznej - zapewne do protestów powrócą, gdyż ich płace (zwykle coś około 2,5 tys. na rękę) są już zwykle niższe niż zasiłki wypłacane "podopiecznym". Pracownicy samorządowi. Bez podwyżek płac od 2009 roku. Nie mogą strajkować, ale prędzej czy później znajdą sposób, aby przypomnieć rządowi, że i oni czekają... Nauczyciele. Żądania mają absolutnie słuszne. Chciałbym przypomnieć, że kiedy dokonywano pierwszej "dużej" zmiany Karty Nauczyciela na początku lat 90-tych (za ministra Stelmachowskiego) gwarantowano wówczas nauczycielom wzrost wynagrodzeń do 150% średniej krajowej. Do dziś pozostaje to w sferze bardzo pobożnych życzeń. Nie mogę się w tym miejscu zgodzić z postem Dario, który sugeruje, aby ci wszyscy, którym warunki pracy w sferze budżetowej nie pasują, szukali szczęścia w innej.Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie… Nadto przekonany jestem, że tylko edukacja publiczna zgodnych i dobrych robi obywateli. To bardzo mądre słowa wypowiedziane przez Jana Zamoyskiego, kanclerza wielkiego koronnego i hetmana wielkiego koronnego w roku 1600. Służba publiczna to coś więcej, niż praca. Nauczyciel to nie tylko odpowiednie wykształcenie (przedmiotowe). To umiejętność pracy z młodzieżą, umiejętność wyłapywania sygnałów o problemach psychologicznych, umiejętność łagodzenia konfliktów (a przecież uczniowie w wieku kilkunastu lat to właśnie grupa przechodząca tzw. fazę buntu)... Tymczasem juą dziś krąży wśród nauczycieli taki oto dowcip: Czy nauczyciel chemii może zarobić 3,5 tysiąca na rękę? Oczywiście, że tak, wykładając chemię... na półki w Biedronce czy Lidlu. Bez kompetentnych nauczycieli nie będzie szkół oferujących dobre przygotowanie, a tu od wielu lat przedsiębiorcy skarżą się na "słabe" przygotowanie młodzieży do pracy. Zatem co, obniżamy poziom kształcenia czy Podobnie urzędnicy - to, oprócz wykształcenia, szereg nabywanych przez lata w ramach szkoleń i praktyki kompetencji.Nie można pracownikom budżetówki powiedzieć JAK WAM SIĘ NIE PODOBA, IDŹCIE SZUKAĆ SZCZĘŚCIA GDZIE INDZIEJ, bo co wtedy - szkołę czy urząd zamykamy???BUDŻETÓWKA - NIEPEŁNOSPRAWNI i inni KLIENCI POMOCY. Faktem niezaprzeczalnym jest, że otrzymać w Polsce decyzję Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie stwierdzającą taką czy inną niepełnosprawność nie jest zbyt wielkim problemem. Najpierw należałoby wprowadzić bardzo ścisłe regulacje, co niepełnosprawnością jest, a co nie. Dziecko ma problemy z czytaniem. Dysleksja. I orzeczenie o niepełnosprawności oraz specjalnych potrzebach edukacyjnych. Dziecko ma problemy z liczeniem. Dyskalkulia. I, jak poprzednio, orzeczenie o niepełnosprawności oraz specjalnych potrzebach edukacyjnych. I w obu przypadkach możliwość występowania do Ośrodków Pomocy Społecznej o specjalne zasiłki, możliwość "uchylania się od podejmowania pracy", no bo niepełnosprawne dziecko pod opieką... Tu rozumiem stanowisko rządu, że nie można spełnić żądań protestujących niepełnosprawnych i ich opiekunów w odniesieniu do każdej osoby niepełnosprawnej. Ale na tym koniec zrozumienia, gdyż uporządkowanie legislacji regulującej działanie systemu orzekania o niepełnosprawności i przypisanie głównym rodzajom dysfunkcji maksymalnej pomocy społecznej (o ile w ogóle taka pomoc jest potrzebna, bo w przypadku dysleksji, dyskalkulii czy zwykłego jąkania się - chyba nie) powinno być zrobione dość dawno temu. Zatem skoro rząd z odpowiedzialną za ten bałagan minister Rafalską śpi w błogim nic-nie-robieniu, będzie mieć do czynienia z protestem niezadowolonych.A czy te protesty nie mają aby politycznego podtekstu? Szczerze mówiąc, chyba jednak nie. Po prostu od lat panuje w Polsce zasada, że "rząd sam się wyżywi" (jak stwierdził Jerzy Urban w 1981 roku) czyli zadba o własne interesy - premie, nagrody, posadki w radach nadzorczych spółek skarbu państwa itp., a reszta? Pokrzyczą, postrajkują... Przeczeka się. A jak nie? Bo rok wyborczy, bo to może rządowi zaszkodzić? Po nas choćby potop! Opozycja ich wspiera, tych strajkujących, protestujących? No to dostanie ich w spadku po nas. My jeszcze, na odchodnym, dolejemy oliwy do ognia, podsycimy żądania i niech wtedy biorą władzę, niech tworzą rząd, niech się męczą z problemem, którego od dwudziestu, trzydziestu czy więcej lat nikt nie zdołał sensownie rozwiązać. A my, z mównicy sejmowej, będziemy ich punktować. Tak na nas krzyczeliście, tak nam wytykaliście błędy, brak pomysłów i umiejętności rządzenia a teraz co? Też nie potraficie? Niestety, większość tych protestujących grup to permanentne pola konfliktu od dziesiątek lat. Ich ograniczenie czy całkowita eliminacja sytuacji konfliktowych jest rządzącym nie na rękę. Opozycji też nie. Zawsze dobrze mieć na podorędziu możliwość wywołania konfliktu społecznego i punktowania politycznych przeciwników prostym zdaniem A CO WY DLA TEJ GRUPY ZROBILIŚCIE?Pozdrawiam, choć dość smutno...

Piotr (gość) 26.03.2019, 11:34