24.04.2017
Aktualizacja: 28.08.2017

Tajemnice nowelizacji ustawy hazardowej. Konieczna rejestracja… domowego komputera? 

Nowelizacja ustawy hazardowej.
pixabay

1 kwietnia weszła w życie ogromna część nowych przepisów dotyczących gier hazardowych, które jeszcze przed uchwaleniem budziły sporo kontrowersji. Krytycy zwracają uwagę, że chęć uzyskania przez państwo większej kontroli nad hazardem w Polsce niebezpiecznie zbliża się do granic absurdu.

Nowelizacja, choć jej ogólnym założeniem była liberalizacja przepisów z 2009 roku, szczegółowo reguluje kwestie gier na automatach i w Internecie. Przewiduje ona m.in. wprowadzenie rejestru domen tych podmiotów, które nielegalnie prowadzą działalność związaną z hazardem. Ponadto, gra na automatach będzie możliwa wyłącznie w wyznaczonych strefach i pod ścisłą kontrolą. Automaty mają przestać być dostępne dla osób niepełnoletnich.

Z nowych przepisów powinni się natomiast ucieszyć miłośnicy pokera. Nowelizacja daje możliwość organizowania gry w karty, w której stawką są pieniądze, także poza kasynami. Wprowadzono również ułatwienia dla tych, którzy chcieliby legalnie zagrać w pokera on-line.

Jak wynika z rządowych szacunków, zmiana prawa przyniesie dodatkowe wpływy do budżetu w wysokości nawet 15 miliardów złotych w ciągu 10 lat. Wszystko za sprawą ograniczenia szarej strefy. Równie istotna dla rządu jest ochrona nieletnich przed negatywnymi skutkami hazardu.

Koncesja na komputer – czy to możliwe?

Pomimo tych deklaracji przeciwników zmiany przepisów od początku nie brakowało. Rzadko jednak mówiono o tym, jakie konsekwencje może mieć nowa prawna definicja „urządzeń do gier”. Brzmi ona następująco:

Urządzenie do gier – rozumie się przez to wszelkie urządzenia, z wykorzystaniem których możliwe jest prowadzenie gry hazardowej oraz urządzenia, których działanie wpływa na prowadzenie gier.

Nietrudno dojść do wniosku, że (w dosłownym rozumieniu) „urządzeniem do gier” może być nawet komputer, tablet czy smartfon. Wystarczy, że gracz uczestniczy w grach hazardowych przez Internet.

To jednak nie wszystko. Nowela wprowadza obowiązek rejestracji sprzętów zdefiniowanych jako „urządzenia do gier”, a korzystać z nich mogą tylko „podmioty posiadające koncesję lub zezwolenie na prowadzenie działalności w zakresie gier losowych”. Wspomnianej rejestracji należy dokonać u naczelnika urzędu skarbowego.

Prawniczy spór

Na ten oczywisty absurd uwagę zwrócił radca prawny Rafał Cisek na portalu Dziennik Internautów.

Skoro więc praktycznie każdy komputer, smartfon, tablet mieści się w definicji urządzenia do gier, to […] wychodzi na to, że ustawa wprowadziła pozwolenie na korzystanie z komputerów, telefonów i innych sprzętów tylko dla podmiotów posiadających hazardowe koncesje i zezwolenia […]. Wszyscy inni mają – a contrario – zakaz korzystania z takich sprzętów

– pisze Cisek.

Z taką interpretacją nie zgadza się natomiast inny prawnik, Marek Krześnicki. W swoim tekście tłumaczy, że z nowelizacji nie można wyciągać tak daleko idących wniosków. Jego zdaniem z nowych przepisów wynika, że obowiązek rejestracji urządzeń dotyczyć ma tylko i wyłącznie tych podmiotów, które prowadzą działalność związaną z hazardem. To właśnie one (a nie, jak wskazuje Cisek, wszyscy użytkownicy komputerów czy smartfonów) muszą się ubiegać o koncesję.

Kto ma rację? Jak twierdzi mec. Wiktor Zakrzyński, który na prośbę Ciska podzielił się swoją opinią, wszystko jest kwestią wykładni. Wykładnia celowościowa proponowana przez Krześnickiego jest prawdopodobnie zgodna z intencją ustawodawcy. Problem w tym, że pierwszeństwo w interpretacji prawa ma zawsze wykładnia językowa – a ta nakazuje przyznać rację Ciskowi.

Co najważniejsze: stosowanie takich opresyjnych przepisów zależeć będzie teraz nie od ich treści, ale od wykładni, której dokonywać będzie urzędnik państwowy! To on będzie decydował, czy stosować „rozsądną” wykładnię celowościową, czy „opresyjną” językową. Dzisiaj możemy jeszcze nawet zakładać, że zwycięży „rozsądna”, ale kto nam zagwarantuje, że za jakiś czas nie przyjdą „z góry” wytyczne, by jednak preferować tę drugą…? Przepisy są rażąco nieprecyzyjne i oddają urzędnikom zdecydowanie zbyt dużo faktycznej władzy i swobody w ich stosowaniu

– dodaje mec. Zakrzyński.

Poza tym, uzasadnione wydaje się być pytanie: czy prawo, które daje tak olbrzymie pole do skrajnie różnych interpretacji, wywołując przy tym gorący prawniczy spór, nie jest przypadkiem „złym” prawem?

Czy widmo konieczności rejestracji komputerów, smartfonów i tabletów jest realne?

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
wpDiscuz