• >>
  • Aborcja
  • >>
  • Głos pro-life: religijne, filozoficzne, prawne, biologiczne i społeczne argumenty przeciw aborcji

Głos pro-life: religijne, filozoficzne, prawne, biologiczne i społeczne argumenty przeciw aborcji

Głos pro-life - argumenty przeciw aborcji

Aborcja to od wielu lat jeden z najbardziej dzielących ludzi problemów społecznych. Na jej temat wypowiadają się wszyscy – od instytucji religijnych, przez biologów i etyków, po filozofów. Często jednak wygłaszanym opiniom brakuje argumentacji mogącej przemówić do przeciętnego obywatela. Z takich pustych słów nic nie wynika. W poniższym artykule przedstawimy powody, dla których aborcja – szczególnie „na żądanie” – powinna być piętnowana.

Na początek należy wyjaśnić pewne kwestie definicyjne. Ponieważ nie istnieje termin medyczny, który jednoznacznie odnosiłby się do wszystkich etapów rozwoju organizmu między poczęciem a porodem, na potrzeby poniższego tekstu uznajmy, że w tym kontekście będziemy wymiennie używać określeń „płód” i „[nienarodzone] dziecko”, o ile z danego zapisu nie wynika inaczej.

Czym jest pro-life?

Zwolenników restrykcyjnego prawa aborcyjnego określa się terminem pro-life (ang. „za życiem”). Choć w powszechnym mniemaniu opowiadają się oni za całkowitym zakazem aborcji, w rzeczywistości środowisko to nie jest homogeniczne.

Część ruchu pro-life dopuszcza przerwanie ciąży w szczególnych przypadkach (np. przy zagrożeniu życia matki), z kolei inni opowiadają się nawet przeciwko sztucznym metodom regulacji poczęć (np. antykoncepcji hormonalnej).

Dużo bezpieczniej więc powiedzieć, że ogólnym celem tego środowiska jest nie tyle absolutne zdelegalizowanie aborcji, co zminimalizowanie częstotliwości dokonywania zabiegów. Może to być osiągnięte zarówno poprzez zaostrzenie prawa (jeśli obecne wydaje się zbyt liberalne), jak i utrzymanie status quo (np. jeśli rząd próbuje zliberalizować już istniejące zapisy).

Pro-life nie chce dopuścić do sytuacji społecznego przyzwolenia na aborcję, która w konsekwencji mogłaby się przerodzić w coraz to dalsze i niekontrolowane przesuwanie granicy decydowania o ludzkim życiu bądź śmierci.

I. Autorytety religijne są zgodne

W Polsce ok. 94% obywateli stanowią osoby wyznania rzymskokatolickiego (za publikacją GUS „Wyznania religijne w Polsce 2012–2014”). Nie znaczy to oczywiście – jak myślą niektórzy – że pozostałe 6% musi ślepo podporządkować się moralności narzuconej przez większość. Skoro jednak tak wielu z nas uznaje nauki Kościoła, warto dowiedzieć się, co o aborcji sądzą święte księgi i osoby, które uważamy za autorytety.

Dekalog i Katechizm Kościoła Katolickiego

Nie trzeba szukać daleko, bo już Dekalog mówi wprost: nie zabijaj. Piąte przykazanie chroni życie każdego człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci, stąd stanowisko katolików jest niezmienne i jasne – zarówno w kwestii aborcji, jak i eutanazji.

Jak jednak wiemy (a przynajmniej wiedzieć powinniśmy), biblijne zapisy nie zawsze należy traktować dosłownie. Powołajmy się więc na „Katechizm Kościoła Katolickiego” – oficjalną wykładnię doktryny wiary i zasad moralności Kościoła, spisaną w prostym, zrozumiałym dla każdego języku i wydaną w 1992 roku. Jest to więc dokument stosunkowo nowy i zatwierdzony przez ówczesnego papieża, Jana Pawła II. Wspomniane wcześniej piąte przykazanie Dekalogu jest tu rozwinięte w blisko 80 punktach, nas jednak szczególnie interesuje zaledwie sześć z nich: punkty od 2270 do 2275 dotyczą bowiem konkretnie zagadnienia przerywania ciąży. Jak więc „Katechizm” odnosi się do tej kwestii?

Już w 2270 punkcie dostajemy klarowną i wyczerpującą odpowiedź:

Życie ludzkie od chwili poczęcia powinno być szanowane i chronione w sposób absolutny. Już od pierwszej chwili swego istnienia istota ludzka powinna mieć przyznane prawa osoby, wśród nich nienaruszalne prawo każdej niewinnej istoty do życia.

Dalsze punkty rozwijają tę tezę:

Kościół od początku twierdził, że jest złem moralnym każde spowodowane przerwanie ciąży. Nauczanie na ten temat nie uległo zmianie i pozostaje niezmienne. Bezpośrednie przerwanie ciąży, to znaczy zamierzone jako cel lub środek, jest głęboko sprzeczne z prawem moralnym (2271).

„Katechizm” powołuje się tu m.in. na „Didache”, jeden z najstarszych tekstów chrześcijańskich:

Nie będziesz zabijał płodu przez przerwanie ciąży ani nie zabijesz nowo narodzonego (Didache 2,2).

Formalne współdziałanie w przerywaniu ciąży stanowi poważne wykroczenie. Kościół nakłada kanoniczną karę ekskomuniki za to przestępstwo przeciw życiu ludzkiemu.

Kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa, przez sam fakt popełnienia przestępstwa, na warunkach przewidzianych przez prawo (2272).

Niezbywalne prawo do życia każdej niewinnej istoty ludzkiej stanowi element konstytutywny społeczeństwa cywilnego i jego prawodawstwa:

Niezbywalne prawa osoby winny być uznawane i szanowane przez społeczeństwo cywilne i władzę polityczną. (…) Wśród tych podstawowych praw należy wymienić (…) prawo do życia i integralności fizycznej każdej istoty ludzkiej od chwili poczęcia aż do śmierci.

(…) Wyrazem szacunku i opieki należnej mającemu urodzić się dziecku, począwszy od chwili jego poczęcia, powinny być przewidziane przez prawodawstwo odpowiednie sankcje karne za każde dobrowolne pogwałcenie jego praw (2273).

Część domorosłych krytyków prawa antyaborcyjnego twierdzi, że doktryna rzymskokatolicka nie dopuszcza absolutnie żadnej interwencji w trakcie ciąży, włączając w to m.in. badania prenatalne. To oczywiście wierutna bzdura, o czym mówią dwa ostatnie punkty:

Ponieważ embrion powinien być uważany za osobę od chwili poczęcia, powinno się bronić jego integralności, troszczyć się o niego i leczyć go w miarę możliwości jak każdą inną istotę ludzką.

Diagnostyka prenatalna jest moralnie dozwolona, jeśli „szanuje życie oraz integralność embrionu i płodu ludzkiego, dąży do jego ochrony albo do jego indywidualnego leczenia (…) Sprzeciwia się prawu moralnemu wtedy, gdy w zależności od wyników prowadzi do przerwania ciąży. Diagnostyka nie powinna pociągać za sobą wyroku śmierci (2274).

Jak każdy zabieg medyczny na pacjencie, należy uznać za dopuszczalne zabiegi na embrionie ludzkim, pod warunkiem że uszanują życie i integralność embrionu, nie narażając go na ryzyko nieproporcjonalnie wielkie; gdy są podejmowane w celu leczenia, poprawy jego stanu zdrowia lub dla ratowania zagrożonego życia (2275).

Jakie więc płyną wnioski z lektury „Katechizmu Kościoła Katolickiego”?

  • życie ludzkie jest chronione od momentu poczęcia,
  • aborcja jest bezsprzecznie zła i niemoralna,
  • badania prenatalne i zabiegi na embrionach są jak najbardziej dozwolone, o ile nie zagrażają życiu matki i dziecka.

Matka Teresa i Jan Paweł II

O aborcji bardzo krytycznie wypowiadała się również Matka Teresa z Kalkuty – jedna z najbardziej wpływowych postaci w historii światowego pokoju. Często cytowany jest fragment jej mowy z okazji przyznania Pokojowej Nagrody Nobla w 1979 roku:

Największym niebezpieczeństwem zagrażającym pokojowi jest dzisiaj aborcja. Jeżeli matce wolno zabić własne dziecko, cóż może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się nawzajem nie pozabijali? Dzieci nienarodzone są najuboższe z najbiedniejszych.

Na zakończenie wróćmy jeszcze do Jana Pawła II. Trzy lata po zatwierdzeniu „Katechizmu Kościoła Katolickiego” papież ogłosił „Evangelium Vitae”, encyklikę o wartości i nienaruszalności ludzkiego życia. Potępił w niej aborcję jako okrutną zbrodnię:

Wszelkiego rodzaju zabójstwa, ludobójstwa, spędzanie płodu, eutanazja i dobrowolne samobójstwo (…) wszystkie te i tym podobne sprawy i praktyki są czymś haniebnym; zakażając cywilizację ludzką bardziej hańbią tych, którzy się ich dopuszczają, niż tych, którzy doznają krzywdy, i są jak najbardziej sprzeczne z czcią należną Stwórcy.

Jan Paweł II mówił również, że w przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować „ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu„.

Warto zauważyć, że wielu katolików traktuje nauki Kościoła bardzo selektywnie, traktując je jako wymówkę tylko w ściśle określonych kwestiach. Nie na tym chyba polega prawdziwa wiara. Szafując zdaniem autorytetów religijnych wyłącznie wtedy, gdy pasuje ono do naszych przekonań, wypaczamy ideę religii. Stanowisko Kościoła jest i zawsze było jasne: aborcja jest absolutnym i bezwzględnym złem.

Aborcja w innych religiach

A co z pozostałymi sześcioma procentami, których ta wykładnia nie dotyczy? Na aborcję krytycznie zapatrują się także inne religie.

Różne odłamy chrześcijaństwa

Prawosławie, podobnie jak katolicyzm, podziela pogląd, że życie ludzkie zaczyna się w chwili poczęcia. Aborcja jest więc traktowana jako zabójstwo. Podobnego zdania jest wiele odłamów protestanckich, głównie ortodoksyjnych. Największy Kościół protestancki w Polsce, Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP, w oświadczeniu z 1991 roku zdecydowanie opowiedział się za ochroną życia od momentu poczęcia oraz sprzeciwił się stosowaniu środków wczesnoporonnych.

Aborcji przeciwne są również Kościoły zrzeszone w Aliansie Ewangelicznym. Bezwarunkowym przeciwnikiem aborcji jest Południowa Konwencja Baptystów. Przeciw aborcji opowiadają się Świadkowie Jehowy:

Bóg uważa życie za święte. Już na zarodek patrzy jak na odrębną istotę ludzką. Król Dawid pod natchnieniem napisał o Bogu: „Oczy twoje widziały nawet mój zarodek” (Psalm 139:16). Swego czasu Bóg oświadczył, że kto wyrządzi krzywdę nienarodzonemu dziecku, zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. Tak więc w oczach Bożych zabicie takiego dziecka jest morderstwem (Wyjścia 20:13; 21:22, 23).

Buddyzm

Choć buddyzm nie posiada oficjalnej wykładni dotyczącej aborcji, wiele kodeksów klasztornych – powołując się na tradycyjne pisma – uznaje moment poczęcia jako początek życia ludzkiego. Z tego względu aborcja, jako świadome zniszczenie tego życia, traktowana jest jako coś złego. Mnisi therawady i wadżrajany za pomoc w dokonaniu aborcji są wykluczeni z zakonu.

Za negatywnym spojrzeniem na aborcję opowiada się także obecny Dalajlama, mówiąc, że jest to akt zabójstwa, więc zgodnie z naukami powinien być piętnowany. Warto też wspomnieć, że tradycyjne pisma buddyjskie nie notują różnic w podejściu do aborcji wczesnej i późnej – każdy przypadek wiąże się z negatywnymi konsekwencjami moralnymi lub karmicznymi.

Hinduizm

Tradycyjne teksty hinduistyczne potępiają aborcję. Zbrodnia ta traktowana jest, w zależności od źródeł, na równi ze złamaniem ślubu czystości (Mahanarajana Upaniszada), jako gorsza niż zabicie własnych rodziców (Kauszitaki Upaniszada), a nawet równa zabiciu kapłana – bramina (co w hinduizmie jest jednym z najcięższych przestępstw, jeśli nie najcięższym).

Kobiecie, która dokonała aborcji, grozi z kolei utrata statusu kastowego. Samą aborcję nazywa się bhrūṇahatya (morderstwem płodu), a osobę, która jej dokonała – bhrūṇahan (zabójcą wyuczonego bramina). W hinduizmie życie zaczyna się już od momentu poczęcia. Aborcja powoduje więc śmierć człowieka, a to godzi w pryncypialną zasadę wiary, ahimsę (termin oznacza dosłownie „niekrzywdzenie”).

Religie mówią aborcji stanowcze „nie”

Większość znaczących religii ma więc jasne i negatywne stanowisko w kwestii aborcji. Życie ludzkie zaczyna się od momentu poczęcia, więc każda ingerencja powodująca śmierć zarodka lub płodu jest w ten czy inny sposób naganna. Warto zauważyć, że w większości przypadków zabójstwo nienarodzonego dziecka traktowane jest co najmniej na równi – a czasem nawet jako cięższe przestępstwo – niż zabójstwo osoby narodzonej.

Oczywiście, co zaznaczono już wcześniej, absolutnie nie powinniśmy narzucać innym moralności wynikającej z naszej religii, jednak jeżeli wyznajemy daną wiarę, powinniśmy żyć zgodnie z jej wytycznymi – a te w sprawie aborcji są zazwyczaj klarowne.

II. Prawo chroni płód

Kwestia aborcji nie jest odgórnie regulowana przez prawo unijne, pozostaje więc w gestii krajów członkowskich.

Konstytucja RP

W Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 roku czytamy: Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia (art. 38) oraz Wszyscy są wobec prawa równi (art. 32 ust. 1). Pozostaje więc tylko zdefiniować moment, w którym powstaje człowiek.

Konstytucja nie odpowiada na to pytanie (przede wszystkim dlatego, że jest aktem ogólnym), ale Trybunał Konstytucyjny – i owszem. W orzeczeniu z 28 maja 1997 (sygnatura K 26/96) czytamy:

Wartość konstytucyjnie chronionego dobra prawnego jakim jest życie ludzkie, w tym życie rozwijające się w fazie prenatalnej, nie może być różnicowana. Brak jest bowiem dostatecznie precyzyjnych i uzasadnionych kryteriów pozwalających na dokonanie takiego zróżnicowania w zależności od fazy rozwojowej ludzkiego życia. Od momentu powstania życie ludzkie staje się więc wartością chronioną konstytucyjnie. Dotyczy to także fazy prenatalnej.

To stanowisko zostało podtrzymane również 7 lat później (wyrok z 7 stycznia 2004 roku, sygnatura K 14/03):

Wszelkie możliwe wątpliwości co do ochrony życia ludzkiego powinny być rozstrzygane na rzecz tej ochrony (in dubio pro vita humana).

Oznacza to, że życie ludzkie – można zauważyć wyraźną analogię do wykładni religijnych – zaczyna się od momentu poczęcia, a jeśli nie wiadomo, czy dane działanie (tu: aborcja) ingeruje w ochronę tego życia, należy założyć, że tak jest.

Konwencja o prawach dziecka

A jeśli polska wykładnia – zdaniem środowisk pro-choice skażona katolickim myśleniem – to za mało, sięgnijmy do dokumentu znacznie szerszego terytorialnie: Konwencji o prawach dziecka.

Umowa ta została ratyfikowana przez Polskę już w 1991 roku, a co więcej, to właśnie Polska zaproponowała Komisji Praw Człowieka ONZ jej uchwalenie oraz przedstawiła projekt. Konwencja powtarza w swoich zapisach postulat uchwalonej w 1959 roku Deklaracji praw dziecka:

Dziecko, z uwagi na swoją niedojrzałość fizyczną oraz umysłową, wymaga szczególnej opieki i troski, w tym właściwej ochrony prawnej, zarówno przed, jak i po urodzeniu.

Ostatni fragment jest o tyle istotny, że nadaje wspomniane prawa również dziecku w łonie matki. Konwencja nie określa jasno momentu, w którym zaczyna się dziecko. Znowu więc można powołać się na zasadę in dubio pro vita humana – zapis o ochronie prawnej przed urodzeniem jest warunkiem wystarczającym by uznać, że organizm podlega tej ochronie już od chwili poczęcia, a nie wyimaginowanego punktu na osi czasu.

III. Niepewne stanowisko biologów

Biologiczny punkt widzenia ma jedną zasadniczą wadę: nawet zwolennicy aborcji przyznają, że nie da się jednoznacznie określić, w którym momencie rozwoju mamy do czynienia z człowiekiem.

Uciekają się więc do tak abstrakcyjnych konceptów jak utożsamienie człowieczeństwa ze świadomością, z niezależnością od organizmu matki, z odczuwaniem bólu lub po prostu wyznaczają pewien arbitralny wiek płodu, po przekroczeniu którego posiadamy pełnię praw do życia, a przed jego przekroczeniem – żadnych praw. Tego typu argumentacja jest nie tylko śmieszna, ale wręcz ignorancko wybiórcza – o czym szerzej będzie w punkcie poświęconym zagadnieniom filozoficznym. Chwilowo pozostawmy więc tę tezę bez dowodu. Wyłączmy emocje, włączmy myślenie i podejdźmy do sprawy racjonalnie.

W pewnym uproszczeniu możemy uznać – niezależnie od naszych poglądów na kwestię aborcji – że każda istota żywa jest zbiorem genów i to zbiorem bardzo ściśle określonym. Człowiek (znów dla uproszczenia pomijamy np. choroby genetyczne jako nieistotne dla dowodu) posiada 46 chromosomów – 23 od ojca i 23 od matki. Ponieważ ludzkie komórki rozrodcze mogą wejść w kontakt tylko z innymi ludzkimi komórkami rozrodczymi (mimo ambitnych prób naukowcom nie udało się doprowadzić do zapłodnienia nawet najbliższych biologicznie krewnych Homo sapiens), oczywiste jest stwierdzenie, że organizm powstały na skutek interakcji męskiej i żeńskiej ludzkiej gamety oraz posiadający 46 chromosomów jest człowiekiem. 80-letni starzec posiada 46 chromosomów. 18-latek posiada 46 chromosomów. Noworodek posiada 46 chromosomów. Trzymiesięczny płód posiada 46 chromosomów. Należy więc postawić pytanie: ile chromosomów posiada nowopowstały zarodek?

Odpowiedź oczywiście wszyscy znamy. Jest ich 46 – już w chwili połączenia zygota posiada pełen zestaw chromosomów. Na poziomie DNA nawet zygota – a tym bardziej embrion i płód – są więc tworami równorzędnymi z dorosłym osobnikiem. Skoro zabicie tego ostatniego jest złem, to dlaczego usprawiedliwia się zabicie jego wcześniejszej formy?

Naukowe, a nie emocjonalne, podejście do biologii potwierdza więc argumenty i religijne, i prawne. Człowiekiem de facto stajemy się w chwili poczęcia. Nie po porodzie, nie jako płód, nie jako embrion, a już po zapłodnieniu. W związku z tym, w świetle obowiązującego prawa, należy nam się taka sama ochrona jak osobie pełnoletniej.

Innym przytaczanym przez środowiska pro-choice argumentem jest, jakoby płód czy embrion był integralną częścią organizmu matki, ponieważ rozwija się wewnątrz niej i jest z nią połączony pępowiną. Nie można być dalej od prawdy. Dziecko jest bytem absolutnie odrębnym – posiada odrębne narządy (kiedy te zostaną wytworzone), często inną grupę krwi, a przede wszystkim – i tu wracamy do naukowej istoty człowieczeństwa – inny kod genetyczny. Dwa różne kody DNA zawsze dają dwa oddzielne organizmy.

Jeszcze bardziej absurdalne jest powoływanie się na „egzystencjalną zależność płodu od matki” i związek symbiotyczny. Egzystencjalnie zależny może być słabszy bliźniak syjamski. Czy daje to prawo silniejszemu bliźniakowi – jako temu, który niejako „matkuje” – do decydowania o losie słabszego? Dlaczego więc pozwalamy na to matce?

IV. Społeczeństwo coraz mniej przychylne aborcji

Od czasu wprowadzenia ustawy z 1993 r. postawy Polaków zaczęły stawać się coraz bardziej konserwatywne. W 2006 r. po raz pierwszy odnotowano przewagę przeciwników aborcji nad zwolennikami. Jeszcze w 2009 r. co trzeci Polak dopuszczał możliwość przerwania ciąży. Cztery lata później – tylko co czwarty. Trend odchodzenia od aborcji na żądanie z roku na rok jest coraz wyraźniej widoczny.

Czy przerywanie ciąży jest dopuszczalne? - wykres
Czy przerywanie ciąży jest dopuszczalne? Źródło: opracowanie własne na podst. danych CBOS.

Komunikat CBOS „Dopuszczalność aborcji w różnych sytuacjach” z maja 2016 r. wyraźnie wskazuje, że Polacy są przeciwni zabijaniu nienarodzonych dzieci. Aż 65% badanych uważa, że niepełnoletność matki nie jest argumentem zezwalającym na aborcję. Odmienne zdanie ma zaledwie co piąty Polak. Jeszcze mniejsze przyzwolenie społeczne panuje dla aborcji z racji na trudną sytuację osobistą (80% przeciw) lub materialną (81% przeciw).

Dopuszczalność aborcji w różnych sytuacjach - wykres
Dopuszczalność aborcji w różnych sytuacjach. Źródło: opracowanie własne na podst. danych CBOS.

Co ciekawe, dochody na osobę w gospodarstwie domowym nie różnicują istotnie opinii na temat przerywania ciąży ze względu na złą sytuację materialną. Osoby dysponujące dochodami co najwyżej 649 zł per capita są w 80% przeciwne aborcji w takim przypadku, a osoby z dochodem 1000-1399 zł – w 84%. Zadaje to kłam stwierdzeniu, że największy sprzeciw wyrażają ci, których ta sytuacja bezpośrednio nie może dotyczyć. Badani o niższych dochodach również wypowiadają się negatywnie na temat aborcji wśród osób o podobnym statusie majątkowym.

Jak donosi Komunikat:

Wobec dopuszczalności aborcji w sytuacji, gdy kobieta po prostu nie chce mieć dziecka, 54% osób jest zdecydowanie przeciwnych. W sumie 12% Polaków deklaruje, że aborcja powinna być wówczas dopuszczalna, a 78% jest przeciwnego zdania. Podobnie rozkładają się opinie na temat aborcji po 12 tygodniu ciąży (bez wskazania powodu). Trzy czwarte badanych (74%) uważa, że przerwanie ciąży nie powinno być dopuszczalne, a 13% jest skłonne je zaakceptować.

Wyraźnie więc widać, że z biegiem lat polskie społeczeństwo dojrzało i nabrało świadomości. Systematycznie rośnie liczba przeciwników przerywania ciąży. W powszechnej opinii jest to zjawisko moralnie naganne, na które nie ma publicznego przyzwolenia.

Żyjemy w demokratycznym kraju, a to implikuje dwie istotne kwestie:

  • poszanowanie decyzji podejmowanych wolą większości (skoro zdecydowana większość traktuje aborcję jako zło – podobnie jak każde inne zabójstwo – skierowane przeciwko drugiemu człowiekowi, powinno to znaleźć odzwierciedlenie w prawie);
  • poszanowanie praw słabszej strony (w tym przypadku słabszą stroną są nienarodzone dzieci, które należy chronić).

Patologie społeczne wynikające z zalegalizowania aborcji

Społeczeństwo jest przeciwne aborcji na żądanie, ponieważ utwierdza ona patologiczne wzorce zachowań. Traktowanie dziecka jak towaru, który musi być wolny od skaz (a przecież najmniejsza niepełnosprawność fizyczna czy psychiczna już jest argumentem za przerwaniem ciąży) w prostej linii prowadzi do aborcji z innych przyczyn – nieodpowiednia płeć (w Indiach selektywna aborcja jest już faktem), kolor oczu, obecność tego czy innego genu recesywnego. Jeśli nienarodzone dziecko nie pasuje do naszego wyidealizowanego wizerunku potomka, łatwiej je „wyskrobać” niż posiadać np. rudego syna zamiast blondwłosej córki.

Stąd tylko krok do eugeniki negatywnej, której przykład mieliśmy w pierwszej połowie XX wieku tuż pod naszym nosem. Czy odbierając naszemu nienarodzonemu dziecku prawo do życia tylko dlatego, że urodzi się głuche albo z zespołem Downa, nie stajemy się w pewnym sensie kontynuatorami niemieckiej Akcji T4?

V. Aborcja w ujęciu filozoficznym

Dwa najczęściej cytowane teksty filozoficzne pojawiające się przy tematyce aborcji to eksperyment myślowy ze skrzypkiem Judith Jarvis Thomson, będący częścią pracy „A Defense of Abortion” („Obrona aborcji”), oraz „On the Moral and Legal Status of Abortion” („O moralnym i prawnym statusie aborcji”) Mary Anne Warren.

Eksperyment myślowy ze skrzypkiem

Thomson nakreśla następującą sytuację:

Budzimy się rano w łóżku z nieprzytomnym, sławnym skrzypkiem. Skrzypek cierpi na śmiertelną chorobę nerek, a my jesteśmy jedyną osobą z grupą krwi odpowiednią, by go uratować. Zostaliśmy więc porwani i podłączeni do muzyka w ten sposób, że nasze nerki odprowadzają truciznę zarówno z jego krwioobiegu, jak i z naszego. Jeśli skrzypek zostanie teraz odłączony od aparatury, umrze; za dziewięć miesięcy jednak wyzdrowieje i będzie możliwe jego bezpieczne odłączenie.

Przełożenie tego na przypadek aborcji jest banalnie proste: skrzypek jest płodem, my jesteśmy matką w ciąży, a odłączenie od aparatury to proces aborcji. Zgodnie z argumentacją Thomson, skrzypek ma prawo do życia, ale jednocześnie odebrane jest mu prawo do „wykorzystywania ciała innej osoby”. Odłączenie od aparatury nie jest więc odebraniem mu prawa do życia, a zaledwie pozbawieniem możliwości korzystania z naszego organizmu – do czego rzekomo prawa nie ma. Umożliwienie wyzdrowienia muzykowi jest więc tylko i wyłącznie aktem miłosierdzia (sic!) z naszej strony.

W ten sam sposób kobieta w ciąży wykazuje się nadzwyczajną łaską (SIC!), litościwie zezwalając płodowi na dotrwanie do momentu porodu.

I wszystko mogłoby być jak najbardziej w porządku, gdyby nie drobne „ale”. Wszak w zaprezentowanej sytuacji większość z nas bez większego wahania odłączyłaby skrzypka od aparatury zamiast przez dziewięć miesięcy być przykutym do łóżka i obcego człowieka – nieważne jak sławnego. Podstawowy problem z eksperymentem Thomson tkwi w tym, że uzasadnia on aborcję co najwyżej w przypadku gwałtu (jeśli w ogóle) – tak jak my jesteśmy porwani wbrew naszej woli, tak kobieta wbrew jej woli zostaje zapłodniona.

Gdybyśmy wyrazili zgodę i świadomie pozwolili się podłączyć do aparatury ze skrzypkiem, nagła zmiana decyzji – po miesiącu, dwóch, ośmiu – nie wydaje się już tak moralnie kryształowa. „No wie pan, niby się zgodziłem, niby już trochę czasu minęło, ale jednak się rozmyśliłem. Jednak już mi się nie chce. Ale jakby co, to proszę się zgłosić następnym razem. Może jest cień szansy, że przy drugim skrzypku – albo, jeszcze lepiej, jakiejś ładnej skrzypaczce – się nie rozmyślę”.

Krytycy teorii Thomson podejmują jeszcze inne aspekty, w których przypadek skrzypka nijak ma się do prawdziwej aborcji:

  • odpowiedzialność (często łączona z argumentem wcześniejszego przyzwolenia): kobieta doprowadziła do sytuacji, w której płód znalazł się w stanie potrzeby jej ciała, ciąży więc na niej powinność utrzymania go przy życiu; my zostaliśmy podłączeni do skrzypka niezależnie od nas samych.
  • obcy kontra potomek: skrzypek jest osobą nam obcą, a więc moralnie łatwiej uzasadnić jego odłączenie niż w przypadku kogoś nam bliskiego; dużo większe opory z odłączeniem muzyka mielibyśmy, gdyby był naszym bratem, synem lub ojcem.
  • zabójstwo kontra pozwolenie na śmierć: różnica bardzo znacząca dla każdego, kto choć raz w życiu zastanawiał się nad innym eksperymentem myślowym – dylematem wagonika. W etyce (również medycznej) występuje wyraźne rozróżnienie moralne między zabójstwem (aspekt czynny: podjęcie akcji powodującej śmierć) a pozwoleniem na śmierć (aspekt bierny: brak jakiejkolwiek akcji). Bardzo często widać to na filmach, np. wojennych: czym innym jest pozwolić się wykrwawić śmiertelnie rannemu żołnierzowi, któremu praktycznie i tak nie możemy już pomóc, a czym innym – nacisnąć na spust, by ukrócić jego męki. Aborcja powoduje zabójstwo płodu, natomiast odłączenie skrzypka od aparatury – zaledwie pozwala mu umrzeć.
  • intencja kontra przewidywanie: aborcja powoduje celową śmierć płodu (intencja zabicia), natomiast odłączenie skrzypka – wyłącznie śmierć jako efekt uboczny (przewidywalny, ale niebędący celem samym w sobie).

Kryterium dopuszczalności aborcji?

Na nieco innych przesłankach – jednak, uprzedzając fakty, jeszcze bardziej absurdalnych i zaklinających rzeczywistość – oparła swoje rozumowanie Mary Anne Warren. Wspominaliśmy już o tym we fragmencie dotyczącym biologii, teraz nareszcie możemy przeprowadzić wiwisekcję tego jakże selektywnego myślenia.

Warren za kryterium dopuszczalności aborcji przyjmuje tzw. status moralny (ang. moral standing) – a więc czy dany byt (tu: nienarodzone dziecko) zasługuje na to, by rozważać jego dobro (wartość, przydatność) w kontekście zachowań ludzi. Innymi słowy: czy płód lub embrion są na tyle „ważne” same z siebie, żeby należało traktować ingerencję w ich życie w kategoriach moralnych, czy może bliżej mu do rośliny, która służy tylko i wyłącznie celom człowieka (jak wynika np. z teleologicznej koncepcji natury Arystotelesa)?

Warren wyróżniła pięć kryteriów bycia człowiekiem, a przez to posiadania statusu moralnego:

  • świadomość (obiektów i zjawisk zarówno zewnętrznych, jak i wewnętrznych wobec bytu), a w szczególności odczuwanie bólu;
  • rozumowanie (jako wykształcona zdolność rozwiązywania nowych i skomplikowanych problemów; abstrakcyjne myślenie);
  • motywacja wewnętrzna (podejmowanie decyzji dla własnego dobra, niezależnych od czynników genetycznych lub bezpośrednich zewnętrznych);
  • zdolność nieograniczonej komunikacji (przekazywania dowolnej wiadomości dowolnego typu, tj. o nieograniczonym zasobie treści na nieograniczoną liczbę tematów);
  • samoświadomość (na poziomie jednostki lub grupy).

Przynajmniej część z tych warunków – a dokładniej pierwsze dwa lub trzy – jest konieczna (jeśli nie wystarczająca) do uznania za człowieka; bycie człowiekiem z kolei jest konieczne i wystarczające do nadania statusu moralnego. Zdaniem Warren płód nie spełnia jednak żadnego z nich, ergo nie może być uznany za człowieka, ergo nie posiada statusu moralnego, ergo aborcja jest całkowicie dopuszczalna i uzasadniona.

Zanim obalimy tezę z powyższego artykułu (choć smutne jest, że trzeba obalać coś tak absurdalnego), zwróćmy uwagę na jeden bardzo istotny fakt: jeśli faktycznie kryteria te są konieczne do uznania za człowieka, to równie dopuszczalne i uzasadnione co aborcja jest… dzieciobójstwo. Noworodek co prawda może odczuwać ból, ale: nie jest świadom zachodzących wokół niego zjawisk (np. nie wie i nie rozumie, że właśnie się urodził), na pewno nie posiada zdolności abstrakcyjnego myślenia, jeszcze bardziej na pewno nie ma motywacji wewnętrznej, absolutnie nie potrafi komunikować się na zakładanym przez Warren poziomie i zdecydowanie nie jest istotą samoświadomą. Nie spełnia więc żadnego z pięciu kryteriów, a więc nie jest człowiekiem.

A na czym polega błąd w rozumowaniu Warren? Stephen Schwartz, autor książki „The Moral Question of Abortion” („Moralna kwestia aborcji”), zwraca uwagę na mylenie bycia człowiekiem z funkcjonowaniem jako człowiek i podaje następujący przykład:

Wyobraźmy sobie osobę w stanie głębokiego snu, w którym nic jej się nie śni. Nie jest świadoma, nie rozumuje itd.; nie spełnia ani jednego z kryteriów Warren. Nie funkcjonuje ona jako człowiek, bo tym właśnie jest sen. Nie da się jednak odmówić jej prawa do bycia człowiekiem. Zabicie tej osoby w trakcie snu jest równie niemoralne co jej zabicie po przebudzeniu.

Z powyższym wnioskiem zgodzi się chyba każdy, nawet najbardziej zagorzały zwolennik ruchu pro-choice.

Schwartz nakreśla jeszcze jedną sytuację:

Wyobraźmy sobie dwójkę dzieci. Pierwsze z nich urodziło się w śpiączce, z której wyjdzie po dziewięciu latach. Drugie urodziło się zdrowe, ale kiedy tylko zyskało samoświadomość, również zapadło w śpiączkę, z której wybudzi się za dziewięć lat. Zgodnie z rozumowaniem Warren, zabicie pierwszego dziecka jest absolutnie dopuszczalne i moralnie usprawiedliwione (niezależnie od powodu), natomiast drugiego – kategorycznie nie.

Wierząc w inteligencję naszych czytelników, powyższego przykładu nie opatrzymy redakcyjnym komentarzem.

VI. Aborcja a problem demograficzny

Przyjmuje się, że o zastępowalności pokoleń można mówić, gdy współczynnik dzietności oscyluje w granicach 2,1. W Polsce od dłuższego czasu mamy do czynienia z niżem demograficznym – i to niżem nie byle jakim. Według danych „The World Factbook” za 2015 r. współczynnik dzietności w Polsce wynosił zaledwie 1,33 – był to 215 wynik na świecie spośród 224 krajów. Oznacza to, że z pokolenia na pokolenie populacja Polaków maleje o jedną trzecią.

Implikacje niskiego wskaźnika dzietności są łatwe do przewidzenia i widoczne już teraz. Jak donosi raport GUS „Prognoza ludności na lata 2014-2050”:

Mniejsza dzietność oznacza mniejszą liczbę urodzonych dzieci, co z kolei z czasem prowadzi do zmniejszenia się odsetka młodych ludzi w populacji, czego następstwem jest zwiększanie świadczeń socjalnych na osoby w starszym wieku, pogorszenie sytuacji ekonomicznej osób młodych i w rezultacie utrzymywanie się niskiej dzietności bądź jej spadek.

– to zjawisko nazywa się pułapką niskiej dzietności.

Nie trzeba oczywiście dodawać, że jednym ze źródeł takiego stanu rzeczy są aborcje. W 2014 roku – jak wynika ze sprawozdania Rady Ministrów – w Polsce dokonano blisko 1000 takich zabiegów. Oczywiście liczba ta odnosi się wyłącznie do legalnych przypadków, które są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Zwolennicy ruchu pro-choice szacują skalę podziemia aborcyjnego nawet na 200 tysięcy zabiegów rocznie. To ponad połowa liczby żywych urodzeń w 2014 roku. Gdyby ograniczyć ten proceder do jednostkowych przypadków, współczynnik dzietności zbliżyłby się do wartości 2,0.

Współczynnik dzietności w 2015 r. (za „The World Factbook”)1,33 
Liczba urodzeń żywych w 2015 r. (za GUS)   369 308
Liczba aborcji nielegalnych [szacunek]     50 000Szacowany współczynnik dzietności w przypadku niewykonywania aborcji nielegalnych   1,46
    100 000   1,63
    150 000   1,81
    200 000   1,98
    250 000   2,15

Legalizacja (nie jest) receptą na wszystko

Można oczywiście podnieść głos, że najlepiej smakuje zakazany owoc (gdzieś w tym stwierdzeniu czai się bardzo perwersyjny żart), a najlepszą metodą walki z podziemiem aborcyjnym – a przez to z niskim przyrostem naturalnym – jest… pełna legalizacja aborcji. Można powołać się na prohibicję w Stanach Zjednoczonych w latach 20. i 30., która całkowicie rozregulowała państwo. Tyle że życie nie jest tak proste, jak się niektórym zdaje. Aborcja nie jest – wbrew przekonaniu pewnych środowisk – zabiegiem pierwszej potrzeby. To luksus. Wymazywanie – i znów zza rogu wygląda czarny humor – błędów poprzedniego wieczora, tygodnia czy miesiąca.

Wiele aspektów życia jest zakazanych przez prawo, a mimo to nie popadliśmy w ruinę. Ulice nie są pełne pijanych w sztok gimnazjalistów (wszak alkohol dozwolony jest od 18 roku życia), a na klatkach schodowych nie przesiadują notorycznie heroiniści. Gdyby faktycznie źródłem wszelkiego zła był zakaz jego czynienia, każdy z nas miałby u siebie bimbrownię, skład z amunicją i kampera do produkcji metamfetaminy. Tak się jednak nie dzieje. Zezwolenie na sprzedaż alkoholu własnej produkcji nie sprawi, że ludzie przestaną pić. Legalizacja aborcji nie spowoduje, że podziemie zniknie.

Czy aborcja chroni przed przeludnieniem?

Mitem jest też – tak chętnie przytaczana przez środowiska pro-choice – groźba przeludnienia świata. Współczynnik dzietności w skali globu to zaledwie… 2,42 (wg „The World Factbook”). Co prawda w XX wieku zanotowaliśmy ogromny skok ludności – z 1,6 do ponad 6 mld – ale obecnie wzrost ten nie jest już wykładniczy. Szacuje się, że w 2100 roku będzie nas „zaledwie” 11 mld, a więc tylko o 4 mld więcej niż obecnie.

Jeśli uda się też poprawić warunki życia w najbiedniejszych rejonach świata – głównie w Afryce – współczynnik ten powinien jeszcze spaść. Wszak aż 32 z 33 krajów przodujących w rankingu znajduje się właśnie na tym kontynencie – a ostatni z nich, Madagaskar, ma wskaźnik dwukrotnie wyższy niż wymagany do zastępowalności pokoleń. Poprawa warunków życia z pewnością spowodowałaby jego obniżenie, gdyż wiązałaby się z mniejszą umieralnością dzieci i wydłużeniem oczekiwanego wieku przeżycia.

VII. Żal poaborcyjny – czy kobiety mają wyrzuty sumienia?

Monografia „Aborcja – między ideologią a doświadczeniem indywidualnym” autorstwa Eweliny Wejbert-Wąsiewicz (uznana przez Polskie Towarzystwo Socjologiczne za najlepszą książkę naukową z dziedziny socjologii w 2011 roku) pokazuje, że zabieg ten ma niewątpliwy wpływ – i to wpływ negatywny – na późniejsze życie niedoszłych rodziców. Książka prezentuje zestawienie przyczyn aborcji wraz ze stopniem wynikającego z tego „żalu poaborcyjnego”.

Żal pogrupowano w trzy kategorie:

  • bolesne wspomnienie – tzw. żal po latach, często jednorazowy;
  • wyrzuty sumienia – o zróżnicowanym nasileniu; pozwalają rozpoznać swoją winę, ale i bronić się przed negatywnymi skutkami; często dotyczą nie samego aktu aborcji, a całej sytuacji tego, że doszło do ciąży;
  • żal patologiczny – intensywny, mogący powodować stany depresyjne i poczucie niezapełnionej straty; często wiąże się z przypominaniem sobie i innym o aborcji (obchodzenie rocznic zabiegu, planowanych urodzin zabitego dziecka) itd.
 Żal patologicznyWyrzuty sumieniaBolesne wspomnieniaBrak żalu
Wpływ lub decyzja partnera459
Porzucenie przez partnera1210
Decyzja rodziców82
Zła sytuacja materialno-socjalna4955
Zbyt młody wiek265
Rozpoczęta kariera, studia43
Gwałt1
Zdrada małżeńska1
Powody medyczne, zdrowotne3
Nieznane przyczyny1410
Razem76233920

Wyraźnie widać, że zdecydowanej większości przypadków towarzyszy żal patologiczny – oznacza to, że aborcja nie jest obojętna dla kobiet i powoduje raczej cięższe niż lżejsze uczucia. Na forum internetowym skierowanym do kobiet po aborcji, na podstawie którego powstała powyższa tabela, widać m.in. takie wypowiedzi (pisownia oryginalna):

(…)pocięłam sobie ręce z rozpaczy i bezsilności (…) moje dziecko… niech mi to wybaczy, mam nadzieje że naprawię to wszystko… że Bóg mi pomoże… jak mogłam tak zawieść… (…) ja go zabiłam… zasługuje na śmierć (…) ja chce mieć dziecko… dać mu tą miłość… ODDAŁABYM ŻYCIE ZA JESZCZE JEDNĄ SZANSĘ!

Całej sytuacji nie pomaga fakt, że w Polsce brak jest dobrej, fachowej pomocy psychologicznej i opieki ginekologicznej. Poaborcyjne cierpienia kobiet są więc jeszcze silniejsze niż mogłoby to być przy zachowaniu odpowiedniego poziomu usług medycznych (co wcale jednak nie implikuje, że mniejsze cierpienia uzasadniają w jakiś sposób zabieg przerwania ciąży).

Z drugiej strony, monografia wymienia też przypadki, kiedy kobiety nie odczuwały absolutnie żadnej winy z racji dokonanego czynu. Aborcja dla nich była zabiegiem wręcz kosmetycznym, niczym peeling złuszczającego się naskórka. Gdyby ponownie zaszły w ciążę, bez mrugnięcia okiem pozbawiłyby życia kolejny płód.

Jeśli nie aborcja, to co?

Rodzina zastępcza

Pierwszym rozwiązaniem, jakie nasuwa się jako alternatywa dla aborcji, jest rodzina zastępcza. Mówi się, że jest to procedura bardzo trudna, złożona i długa, jednak z raportu Interwencyjnego Ośrodka Preadopcyjnego (marzec 2013) wynika, że aż 97% podopiecznych trafiło do środowiska rodzinnego – w tym ponad 91% do rodzin zastępczych i naturalnych. Średni czas pobytu w IOP dziecka pozostawionego przez matkę w szpitalu to zaledwie 61 dni. W sytuacji, gdy co piąte małżeństwo ma problemy z zajściem w ciążę, przyjęcie dziecka do adopcji wydaje się rozwiązywać kilka kwestii jednocześnie – ogranicza skalę aborcji, pozwala żyć dziecku (które samo w sobie nie jest przecież niczemu winne) i umożliwia wychowanie go ludziom, którzy z różnych przyczyn nie mogą mieć biologicznego potomstwa.

Okno życia

Matki pragnące zrzec się własnego dziecka przerażać może jawność ich danych. W szpitalu trzeba podpisywać odpowiednie papiery i narazić się na etykietkę (pod tym względem wciąż tkwimy w głębokim średniowieczu) wyrodnej matki. Jeśli więc nie jawna adopcja, to może tzw. okna życia?

Okno życia to miejsce, gdzie matka może anonimowo pozostawić niemowlę – otwierane z zewnątrz, ogrzewane, z odpowiednią wentylacją. Jego otwarcie uruchamia sygnalizację, która informuje dyżurującą osobę o pojawieniu się dziecka. Następnie wystarczy umieścić je w inkubatorze, powiadomić szpital, przeprowadzić badania (a razem z nimi procedury nadania tożsamości i procesu adopcyjnego) i czekać na zainteresowaną rodzinę. Okna życia nie są może rozwiązaniem szczególnie powszechnym – wg Fundacji Opoka od 2006 do 2013 roku uratowały one zaledwie 64 dzieci – ale przecież każde życie jest tu na wagę złota. Każde dziecko w oknie życia to jedno dziecko mniej w beczce na kapustę.

Rozsądna edukacja

To jednak tylko – albo aż – działania ad hoc. Jak głosi przypisywana Hipokratesowi paremia, morbum evitare quam curare facilius est – lepiej zapobiegać niż leczyć. W jaki sposób najlepiej zapobiegać aborcji? W ten sam, który może zapobiegać niechcianym ciążom (i nie, aborcję jako metodę antykoncepcji nadal uważamy za niesłuszną): poprzez odpowiednią edukację seksualną.

Tajemnicą poliszynela – choć w XXI-wiecznej Europie bardzo przerażającą – jest, że gros nieplanowanych poczęć wynika z nieznajomości własnego organizmu. Mity typu „jak wyciągnę, to nie zajdziesz” czy „za pierwszym razem nie można zajść w ciążę” – a nawet tak nieprawdopodobne „metody” antykoncepcji jak skakanie na jednej nodze po stosunku, by wytrząsnąć plemniki z ciała – wciąż są obecne w świadomości społeczeństwa. Wynika to i z traktowania seksu jako temat tabu – zwłaszcza w relacjach międzypokoleniowych – jak i z nieodpowiedniego podejścia instytucji kształtujących nas w latach szkolnych. Edukację seksualną zdobywamy więc w kontaktach z rówieśnikami, na stronach pornograficznych i w dziale z listami do redakcji popularnych pism młodzieżowych.

Tworząc rozsądny program edukacyjny w szkołach mamy znacznie większą szansę zapłodnić umysły młodzieży, zanim ta młodzież pochopnie zapłodni wzajemnie swoje ciała. To oczywiście wymaga wysiłku – wysiłku nieporównywalnie większego niż ustawowe zakazanie praktyk aborcyjnych i wprowadzenie klauzul sumienia na każdym etapie, od ginekologa po panią w aptece – ale jeśli chcemy mieć zdrowo funkcjonujące państwo, nie da się tego wysiłku uniknąć.

Świadomość swoich czynów

Naturalnie też nieprawdą byłoby twierdzenie, że każda aborcja pod każdym względem jest deprawacją. Z pewnością czasem zachodzą uzasadnione przesłanki, kiedy przerwanie ciąży spowodowane jest wyższym dobrem. Z pewnością za to wyższym dobrem nie jest wcześniejszy brak mózgu u przyszłego niedoszłego rodzica (bo raz, że dziecko nie jest tu niczemu winne, a dwa, że trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny) czy tzw. „wpadka” (jw.). Decydując się na współżycie – nawet jeśli w praktyce to hormony, a nie szare komórki kierują naszym zachowaniem – należy być świadomym ewentualnych konsekwencji. Rozwiązywanie potencjalnego problemu post factum poprzez zabieg czy tabletkę wczesnoporonną jest równie uprawnione co rozjechanie policjanta, który zatrzymał nas za jazdę po pijanemu.

A przede wszystkim rozsądek

I do tego wszystko się sprowadza. Odpowiednia edukacja seksualna, traktowanie płodu jako człowieka, a nie nowy model zabawki (dziecko z podejrzeniem niepełnosprawności fizycznej lub np. zespołu Downa z zasady kwalifikuje się do zabiegu – z racji naszej historii nie trzeba nawet głośno wymawiać nazwiska człowieka, który miał bardzo podobne poglądy; czy faktycznie chcemy być tym przywódcą ze specyficznym wąsem w skali mikro?), branie konsekwencji za swoje czyny – tylko tyle, albo aż tyle, wystarczy, by wypracować rozsądny kompromis. Ustawa antyaborcyjna będzie wtedy przeciwdziałać patologii, podobnie jak ustawa o wychowaniu w trzeźwości przeciwdziała przypadkom skrajnym, a nie świadomemu obywatelowi, który chce wypić lampkę wina do obiadu.

Źródła:

Opinie na temat dopuszczalności aborcji – Komunikat CBOS BS/100/2010 (PDF)

A Defense of Abortion – esej J. J. Thomson, 1971 r.

On the Moral and Legal Status of Abortion – esej M. A. Warren, 1973 r. (PDF)

The Moral Question of Abortion, S. Schwartz, 1990

Aborcja – między ideologią a doświadczeniem indywidualnym, Wejbert-Wąsiewicz E.

Dodaj komentarz

7 komentarzy do "Głos pro-life: religijne, filozoficzne, prawne, biologiczne i społeczne argumenty przeciw aborcji"

avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Szejek
Gość

Jak dla mnie sprawa jest oczywista-aborcja to zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem i tak samo powinno być traktowane przez prawo. Jednakże jestem za tym, aby aborcja była dozwolona tylko w wypadku zagrożenia życia matki lub dziecka.

Licho
Gość

Nie ma tu do końca spójności logicznej, ale nie mam czasu ich wytykać. Tylko przykład: „Uciekają się więc do tak abstrakcyjnych [wtrącenie moje – doprawdy?!] konceptów jak utożsamienie człowieczeństwa ze świadomością, z niezależnością od organizmu matki, z odczuwaniem bólu lub po prostu wyznaczają pewien arbitralny wiek płodu, po przekroczeniu którego posiadamy pełnię praw do życia, a przed jego przekroczeniem – żadnych praw. Tego typu argumentacja jest nie tylko śmieszna, ale wręcz ignorancko wybiórcza”. Dalej czytamy: ” Dziecko jest bytem absolutnie odrębnym – posiada odrębne narządy (kiedy te zostaną wytworzone)” – otóż to.
Proszę jednak o równie wnikliwą analizę OJCOSTWA w kwestii aborcji, ponieważ ludzie nie są wiatropylni. Z chęcią poczytam o religijnych, biologicznych, prawnych itd. połączeniach płodu z mężczyzną. Bardzo proszę o taki tekst, oby tylko nie był „śmieszny i ignorancko wybiórczy”.

Krzysiek
Gość

W dyskusji nt. aborcji punktem wyjścia (a nie dojścia) powinno być dla wszystkich pytanie: kiedy zaczyna się życie ludzkie?
Jedni powiedzą, że od momentu połączenia się wiadomych komórek, a inni będą twierdzić, że dopiero w kolejnych stadiach rozwoju (i tu nie będzie wśród nich zgodności, kiedy). Dlatego właściwe jest kolejne pytanie: czy można być człowiekiem bardziej, albo mniej? Ci, którzy uważają, że to, co powstaje już w pierwszych chwilach po zapłodnieniu, nie jest człowiekiem, musieliby konsekwentnie odpowiedzieć „tak” – można być człowiekiem tylko trochę (a to już nie jest zgodne z uczciwym logicznym podejściem do tematu. Człowiekiem albo się jest, albo nie. Nie ma tu odcieni szarości. Nieważne, czy świadomym, z uszami, zdrowym, czy bardzo zdeformowanym. Żywy organizm człowiekiem jest, albo nim nie jest). Dlaczego tacy zwolennicy aborcji zapędzają się w tę niespójność logiczną? Dlatego, że nie uznając płodu już w jego pierwszym stadium za człowieka, wraz z podstawowym jego prawem do życia (i jego prawnej ochrony), musieliby podać niezbity argument naukowy, że w którymś innym stadium ten człowiek się „zaczyna” w jednym (sic!) momencie. To niestety (a może „stety”) niemożliwie – dlatego, że operowalibyśmy na stale rozwijającym się płodzie – a to zakłada nielogiczne „człowiek się staje” (nim się przecież jest, albo nie! – przynajmniej na polu tematu niniejszej dyskusji). Jedynym punktem na tej linii czasu, który nie łamie tej „zero-jedynkowości” jest punkt „0”, czyi moment połączenia się komórki żeńskiej i męskiej. On rozpoczyna życie człowieka, który w sensie istotowym, jest nim w pełni.

Sławomira
Gość

Jeśli ktokolwiek chce wprowadzić prawo jakiekolwiek (np. zakaz aborcji), to powinien sobie odpuścić argumenty religijne. Bo religia nie służy do tworzenia prawa. Poza tym, autor bardzo ciekawie wybrał religie. Ja nie wyznaję żadnej z nich. I moja religia nie ma stanowiska wobec aborcji. Ale i tak ,,Religie mówią aborcji stanowcze >>NIE<<" twierdzi autor, wybrawszy religie potwierdzające jego stanowisko.

Redakcja ideologia.pl
Editor

Warto czytać artykuł do końca, gdzie autor napisał: „nie powinniśmy narzucać innym moralności wynikającej z naszej religii, jednak jeżeli wyznajemy daną wiarę, powinniśmy żyć zgodnie z jej wytycznymi”. Autor wybrał trzy z czterech największych religii świata, w tym pięć najważniejszych wyznań w Polsce. Trudno zarzucić tendencyjność wyborowi katolicyzmu (94% Polaków), a nie Kościoła Wyznawców Zielonego Groszku ;). Oczywiście można powiedzieć, że istnieją odłamy wyznawane przez dwadzieścia osób w skali kraju, popierające aborcję, a może nawet zachęcające do niej. Tylko w ten sposób można zakwestionować absolutnie dowolną tezę.

Z kolei religia jak najbardziej tworzy prawo – pomijając nawet państwa islamskie, wystarczy spojrzeć na współczesne: Wielką Brytanię, Skandynawię, Izrael, Monako, Grecję, Mjanmę, Kostarykę, a to tylko wierzchołek góry lodowej. Do tego można wspomnieć o państwach historycznych, począwszy od Egiptu, przez Rzym i Bizancjum, przez państwa Indian, aż po zaczątki Stanów Zjednoczonych. Jeśli dobrze się przypatrzyć (i uznać, że prawo nie musi mieć formy pisanej, a religia – formalnego związku wyznaniowego), to religia była wręcz podstawą tworzenia prawa od zamierzchłych czasów.

Sławomira
Gość

94%? GUS szacuje na 92% oficjalnych i uzupełnia to odsetkiem obecnych na mszach i przystępujących do komunii, co zaniża dane jeszcze bardziej.

hub
Gość

warto dodac, ze przysiega lekarska do polowy XX wieku zabraniala zarowno aborcji i eutanazji. zostala zmieniona dopiero po II WŚ.
polecam tez opowiadania Philipa K. Dicka „Przedludzie”.

wpDiscuz

Polecane artykuły i koncepty